Ravenna, 17 września 2014

Byłam kiedyś przelotem, na chwileczkę, i wiedziałam, że muszę wrócić. Dawno mnie miasto nie zachwyciło tak jak mozaiki Ravenny. Surowe ceglane budynki z feerią kolorów w środku. Proste bryły i proste rysunki.

Coś czuję, że muszę jednak pojechać do Bizancjum.

Dotarło do mnie, że do moich starannie nieplanowanych wakacji został miesiąc i najwyższy czas zacząć się szykować.
Zrobiłam więc trzy task-listy i jeden duży spis wyjazdowy i zaczęłam przygotowania.

Na pierwszy ogień poszły mapy, atlasy i przewodniki. I tak ich potem nie czytamy, bo używamy Googla, ale co tam. Ładnie wygląda i kolorowe.

Włochy, czas start.
Musi się udać. 

Umiem sobie wyczarować pogodę

Kilka krótkich wyjazdów w tym roku (majówka, Boże Ciało, weekendowe wypady), temperatura w nocy spadała do pięciu stopni. Na ostatnim wyjeździe (przypomnę — koniec czerwca) kiedy w kamperze było dziesięć stopni, poddaliśmy się i wyciągnęliśmy puchowe śpiwory, zamiast letnich, siedemset gramowych atrap śpiworów z Decathlona.

Nienawidzę upałów. Słońce uwielbiam. O ile siedzę w cieniu. Światło tak, ciepło i ultrafiolet – nie. Jak bezpośrednio na mnie świeci też nienawidzę. Zawsze chodzę w długich spodniach i bluzach z długim rękawem. I w kapeluszu w którym wyglądam jak upośledzony pastuch. W mojej niechęci do podróżowania w upał, zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że w kamperze nie mam klimatyzacji.

Temperatura 35 stopni to temperatura w której najchętniej leżę. I to wcale niekoniecznie z wyboru. A teraz, jak efekt cieplarniany podrzucił nam monsun, przemieszczam się kanałami między moim chłodnym mieszkaniem w starym budownictwie, klimatyzowanym samochodem, garażem podziemnym,a klimatyzowaną korporacją.

To nie jest pogoda dla miłośników północy. W ciągu kilku ostatnich lat wyeksploatowałam północ. Byłam w Skandynawii – odczuwalna pięć stopni, wicher, widno całą dobę. Ulubione ubranie – czapka, szalik, polar, goreteks. Byłam w północnej Francji – wieje, szalik, długie spodnie, bluza. I w Wielkiej Brytanii (Szkocja, Irlandia) – koniecznie coś od deszczu. I tyle by było łatwo dostępnej północy na kontynencie. O Murmańsku myślę czasami, ale nie mam chyba dość odwagi.

image

W tym roku postanowiłam nadrobić zaległości i pojechać na południe. Jeść melony z oliwą z oliwek, łazić po gruzach, pokłuć się o żywopłot z opuncji. Kierunek południe, Sycylia. Planowany okres urlopu – przełom września i października. Pojechałabym w listopadzie, ale jeden załogant to student i na cztery tygodnie w roku akademickim – nie bardzo. 

A patrząc na to, co dzieje się za oknem i prawdopodobnie działo się będzie w najbliższych latach wyjazdy będę planować maj-czerwiec i wrzesień październik. Amatorom skwierczenia mówię serdeczne: szerokiej drogi, a ja pozostanę w chłodnym pomieszczeniu.

image