Fototerapia

Lekarz zabronił spędzać zimy w Polsce. Zalecił fototerapię.
Pakujemy do kampera laptopy, pracę, wspinanie, narty i pianki do pływania i jedziemy do Hiszpanii.

Tu będzie można nas spotkać przez najbliższe dwa miesiące:

 
Fototerapia
Grupa Publiczna · 8 członków
Dołącz do grupy
Lekarz zabronił spędzać zimy w Polsce. Zalecił fototerapię. Pakujemy do kampera laptopy, pracę, wspinanie, narty i pianki do pływania i jedziemy do Hi…
 

Tu byłem, tu spałem

Codziennie gdzie indziej, czasem na dłużej – trzy dni.

Notuję współrzędne, codziennie robię zdjęcie noclegu.
Zdjęcia z koordynatami wrzucam na Tumblra, ale dość szybko okazało się to mało funkcjonalne, więc potraktowałam to jak bazę. Udało mi się wyeksportować całość do XMLa i wrzucić na Google Maps.

W jakiś inny, długi listopadowy wieczór dodam tam kiedyś zdjęcia.
Chwilowo poglądówki.

Może komuś się przyda, częstujcie się.

Grecja dla kamperów

Grecja ma wadę – jest daleko. Ale poza tym ma same zalety. Uwzględniając oczywiście nasze specyficzne, kamperowe potrzeby: unikanie tłumów i nocowanie co noc w innym miejscu.

Nie bardzo lubimy się z upałami. Europa północna nam się skończyła, pojechaliśmy więc na południe, późną jesienią. Tym razem nie Dolina Muminków, ale Grecja w listopadzie. I to był strzał w 10, bo dojechaliśmy do miejsca, skąd mieliśmy bliżej do Libii niż do Bułgarii. Że o Wiedniu czy Warszawie nie wspomnę. Półwysep Mani zasługuje na własną opowieść, którą napiszę i podlinkuję. Tam już było trochę gorąco.

Drogi w Grecji

Objechaliśmy Grecję dookoła unikając autostrad, miast i kempingów. Poza sezonem nie jest to specjalnie trudne.

Drogi są szerokie. Po Włoszech i bliższych Bałkanach spodziewałam się wąskiej i krętej masakry. A tu zaskoczenie. Nigdzie nie utknęłam, nigdzie nie musiałam zwijać lusterek, żeby przejechać. 

Nie lubimy autostrad, nie dlatego że są płatne, ale dlatego, że mało z nich widać, nie można przy autostradzie kupić pomarańczy, a kamper Bobek poza autostradą pali do 5 litrów ropy mniej.  

Bezpłatne, umiarkowanie boczne drogi w Grecji są szerokie i wygodne. I co dla nas najważniejsze – mają mnóstwo parkingów i zatoczek. W żadnym kraju nie widziałam infrastruktury tak nastawionej na pokazanie turyście pięknych widoków.

Parkingi, wszędzie parkingi

Miejsce widokowe? Ale proszę – oto duży, wygodny parking. Z altanką i śmietnikiem. Nie są to miejsca kempingowe, ale też nigdzie nie ma zakazu zatrzymania się na jedną noc. Nie ma miejsca na parking? To wystarczy zatoczka, żebyś mógł komfortowo zrobić sobie fotkę z ładnym tłem. 

W listopadzie ściemnia się dość wcześnie, a jechanie przez piękny kraj po ciemku nie ma za dużego sensu, byliśmy Grekom za te liczne parkingi naprawdę wdzięczni. Nikt nas też nigdzie nie ścigał  i nie wyganiał. Ale tradycyjnie – przyjeżdżaliśmy wieczorem, wyjeżdżali rano, śmiecie zabierali ze sobą. Kontakty z ludnością tubylczą mieliśmy sporadyczne i życzliwe. Można nawet powiedzieć, że serdeczne.

Parkingi przy miejscach turystycznych są duże i darmowe. Praktycznie wszędzie można podjechać, sensownie zaparkować i spokojnie konsumować kulturę helleńską. Żartowałam. Konsumowaliśmy arbuzy. 

Kamperowe miejscówki w Grecji z koordynatami GPS

Czy Grecja ma wady?

Poza piekielnymi temperaturami, dla nomadycznego kampera wadą jest totalny brak miejsc serwisowania kampera. Nie mówię o darmowych, ale nie ma też płatnych. Ścieki zlewaliśmy na nielicznych czynnych kempingach, odpłatnie. Jadąc przez turystyczne miejsca widzieliśmy zjazd na jedną zlewkę, której zresztą nie mogliśmy potem znaleźć. Istnieje więc szansa, że jej nie było.

Dwadzieścia stopni to jest w Grecji lekki przymrozek. Większość kempingów jest zatem nieczynna. Bo kto by w taki mróz siedział w namiocie. Trzeba więc serwisowanie kampera planować starannie, żeby nie wylądować w świątyni Ateny z pełnym kiblem.

Kemping. Sad cytrusowy i JEDEN kamper. Widok z miejsca serwisowania Bobka

Greków podejście do przepisów

Jak to południowcy, Grecy mają podejście do przepisów drogowych raczej swobodne. Oczywiście (jak cała reszta świata, poza Polakami) respektują pierwszeństwo pieszych i ograniczenia prędkości. Swobodne mają za to podejście do oznakowania poziomego, wyprzedzania i parkowania. I dużo tolerancji dla kamperów robiących Szalonego Iwana na polnej drodze.

Programowo i ideologicznie jeżdżę przepisowo, nie miałam więc okazji się przekonać o wysokości mandatów. I nie tęskniłam za rodakami na drogach.

Ptaszek Staszek 

Wakacje kamperem w Grecji

Polecam, ale poza sezonem. W sezonie trzeba mieć klimę w samochodzie i to stacjonarną, bo za bardzo spać się nie da.

Jeśli szukacie luksusówych kempingów z basenami i atrakcjami dla dzieci (tak wygląda piekło), to pewnie znajdziecie. My nie szukaliśmy i bez trudu udało się nam tego uniknąć.

Mieszkanie na dziko – na krótką metę, dwie noce, poza sezonem (jestem nudna, wiem) – polecam. W sezonie i miejscach oblężonych – jednak odradzam.

Internet raportuje, że za parkowanie na plaży można zarobić słony mandat. Całkiem się nie dziwię, sama bym łupała mandaty, jakbym zbudowała 100 metrów od plaży parking, a ktoś mi budą wjechał w morze.

Co zrobiłam źle?

Źle zaplanowałam trasę. Dwa tygodnie na Grecję to za mało. Zabałaganiam w Albanii (będzie kiedyś podlinkowana noteczka) i nie przewidziałam, że hellenistyczne gruzy są tak rozlegle, że nawet pobieżna przebieżka po nich zajmuje kilka godzin. Że, jeśli się korzysta z tych starannie zaplanowanych miejsc widokowych i co chwilę zatrzymuje, żeby zrobić zdjęcie, to 200 km dziennie robi się sporą odległością dzienną.

Że malownicze, boczne, greckie drogi są, jak wspomniałam przyzwoite, ale kręte i pod górę, jedzie się więc wolno. Patrz 200 km dziennie.

Wrócę tam na zimę i na dłużej.

Szczegółowa trasa tutaj

wakacje Hellada
GPSies - 2018.10 wakacje Hellada

Wielka Majówka

Digital nomading

26 kwietnia–23 maja 2018
Σ=5826 km

Ξ 26.04.2019 – za Dreznem; 712 km 50.961470°N 13.072550°E; 356m mnpm

Ξ 27.04.2019 – Lago di Caverdine; 780 km 45.992560°N 10.944070°E; 259m mnpm

Ξ 28.04.2019 – Anfo; 69 km 45.762690°N 10.492240°E; 362m mnpm

Ξ 29-30.04.2019 – Lago di Cavedine; 105 km 45.992300°N 10.944000°E; 188m mnpm

Ξ 01.05.2019 – Coltura; 43 km 46.059310°N 10.808950°E; 607m mnpm

Ξ 02.05.2019 – LdC; 59 km 45.992410°N 10.943830°E; 246m mnpm

Ξ 03.05.2019 – LdC; 57 km 45.992410°N 10.943960°E; 250m mnpm

Ξ 04.05.2019 – Loiano; 280 km 44.272100°N 11.315370°E; 707m mnpm

Ξ 05.05.2019 – Acquasparta; 287 km 42.693280°N 12.542720°E; 331m mnpm

Ξ 06.05.2019 – Vitrebo; 85 km 42.421040°N 12.064420°E; 285m mnpm

Ξ 07.05.2019 – Saturnia; 87 km 42.655900°N 11.504300°E; 165m mnpm

Ξ 08.05.2019 – Bagno Vignoni; 93 km 43.029480°N 11.625180°E; 284m mnpm

Ξ 09.05.2019 – Bagni di Petriolo; 57 km 43.082360°N 11.302100°E; 156m mnpm

Ξ 10.05.2019 – Castelina in Chianti; 56 km 43.473370°N 11.287510°E; 566m mnpm

Ξ 11.05.2019 – Peccioli; 83 km 43.561830°N 10.711190°E; 54m mnpm

Ξ 12.05.2019 – kamieniołom Carrara; 117 km 44.090030°N 10.132880°E; 347mnpm

Ξ 13.05.2019 – Albissola Marina; 291 km 44.323520°N 8.499090°E; 6mnpm

Ξ 14.05.2019 – Col du Lautaret; 272 km 45.034530°N 6.404580°E; 2052mnpm

Ξ 15.05.2019 – Mont Poupet; 333 km 46.958490°N 5.886420°E; 451mnpm

Ξ 16.05.2019 – Wasserbillig (L); 408 km 49.725130°N 6.512850°E; 136mnpm

Ξ 17-18.05.2019 – Heimbach; 152 km 50.628170°N 6.492400°E; 249mnpm

Ξ 19.05.2019 – Mariawald; 6 km 50.617890°N 6.475070°E; 468mnpm

Ξ 20.05.2019 – Hof Huhnstadt; 276 km 50.772940°N 9.445240°E; 350mnpm

Ξ 21.05.2019 – Neukirch/Lausitz; 429 km 51.098710°N 14.306210°E; 308mnpm

Ξ 22.05.2019 – Krasiejów; 382 km 50.661660°N 18.266590°E; 198mnpm

Przykre skutki złego zamocowania drewna opałowego przez Słowaków

To nie była łatwa zima z wielu powodów. W październiku Bobek dostał słowackim klockiem drewna. Nowy zderzak kosztował w Bańskiej Bystrzycy 200€. Wtedy właśnie się okazało jak przydatne są ćwiczenia oddechowe, medytacja i spoglądanie z boku na zaistniałe trudności. Blacharz to słowacku to „klampiar”. Nie dopytałam, czy klampiara jest tak obraźliwa jak brzmi, ale postanowiłam używać.

Tak wygląda nowy zderzak

Potem z obitym ryjem i Czymś Źle Brzęczącym przejechałam ponad 6000 km. Brzęczące Coś okazało się skrzynią biegów. I słusznie umierałam na podjazdach z których nie zwiozłaby mnie laweta, czołg i dźwig. I na zjazdach na których bez hamowania silnikiem moje poczucie bezpieczeństwa gwałtownie malało, a strefa komfortu oddalała się za ostatnią serpentynę. Skrzynia biegów umierała.

Tak wygląda wyjazd z półwyspu Mani <3

Kiedy wjechałam do Polski śpiewałam, bo wiedziałam, że zza Przełęczy Dukielskiej już mnie Św. Pan Andrzej zwiezie lawetą do Wesołej.W listopadzie Bobeczek trafił na hospitalizację i zaczęły przychodzić niepokojące maile:

Witam P. Aniu, [1] lista części do skrzyni wg. mechanika: wałek główny, 2 koła zębate V bieg, piasta V bieg, 2 synchronizatory I, II bieg, 2 satelity, łożyska, uszczelki + zimmeringi, wybierak

Nie ukrywam, szczególnie ubawiły mnie dwie satelity i perspektywa sprzedaży nerek całej rodziny i powinowatych, bo taki satelita, to tani nie jest.Okazało się, że prościej szukać całej skrzyni biegów, a wszystkie tropy prowadziły w województwo zachodniopomorskie. Tajemniczy człowiek z zachodniopomorskiego miał skrzynię do Ducato I, taniej niż nowy samochód. Jeśli bylibyście ciekawi, to zregenerowana skrzynia biegów kosztuje 1500 zł z wysyłką. Po moich płaczliwych telefonach [2] Tajemniczy Don Pedro z zachodniopomorskiego podesłał jeszcze wybierak, którego nie było NIGDZIE, choć sporządziłam graf pokazujący czego konkretnie potrzebuję. Jest na obrazku, możecie podziwiać.

Widzicie twarz? To pareidolia – zjawisko dopatrywania się znanych kształtów w przypadkowych szczegółach

Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że kompletnie nie wiedziałam o czym tak w zasadzie rozmawiam, co tak w zasadzie kupuję i jaki to ma rozmiar. Nienormatywna paczka zamawiana przeze mnie zdalnie przez usługi kurierskie firmy była opisana tajemniczo „części”. Skrzynię biegów przełożył podwarszawski Don Pedro. Jak zobaczyłam co mam nowego, to się zaczęłam zastanawiać czy przypadkiem, niechcący, nie kupiłam sobie nowego samochodu.

Dwa dni temu, głęboką nocą, żeby ominąć okołoświąteczne korki podwarszawskie, ściągnęłam Bobeczka z Wesołej. Jest z nim teraz trochę tak, jak z moim kolanem po przeszczepie więzadeł krzyżowych – niby moje, a jakieś inne. Dodam, że do nowych więzadeł przyzwyczajałam się kilka lat i dopiero w zeszłym roku zapomniałam jak się skręcało na nartach i zaczął mi skręt w prawo wychodzić w miarę zgrabnie, z pominięciem zespołu stresu pourazowego.

Bobeczek i Hanuszka wiosenni przed domem

Co jest smutne: teraz mam PTSD związane ze słowackimi tirami, boję się o nową-starą skrzynię biegów. Straciłam radość z jechania przed siebie. Bobeczek jest już zwieziony pod dom. Akumulatory się ładują. Pewnie na majówkę uda się wyjechać, trzymajcie kciuki.Słowację omijam.

[1] dopuszczam tę formę, tylko w kontekście: Pani Aniu, jest chujowo, ale naprawimy pani samochód

[2] tak, w sprawach mojego samochodu dzwonię

Synagoga w Inowłodzu

Przyznam, że zbieram się do tej notki drugi miesiąc. I ciągle nie wiem, co napisać. Że mi smutno? Że nie tak powinno to wyglądać? Że kupiłam chleb i lody?

Przed Państwem sklep spożywczo-monopolowy.

 

Roztocze w weekend+

Schowek01

Weekend plus, to znaczy, że w piątek dało się wyjechać albo w poniedziałek wrócić. Weekend 2+ znaczy, że wyjechaliśmy w czwartek a wrócili w poniedziałek. To jest zwykły weekend+.

Nocowaliśmy przy promie Janowiec-Kazimierz. Przeprawy promowe są doskonałym miejscem noclegowym, bo widok ładny, parking duży, dojazd dobry, a nocą pusto. Zazwyczaj jest napisz, że parking jest przeznaczony wyłącznie dla oczekujących na przeprawę promową, ale przecież oczekujemy na poranny prom. Z Janowca drogami niespecjalnie głównymi pojechaliśmy do Zamościa.

W Zamościu zaśpiewaliśmy. AJS powolił nawet utwór puścić na subwoofer w kamperze.

W Zamościu w centrum miasta jest ogromny, bardzo przyjazny parking, który polecam, jak ktoś potrzebuje noclegu w mieście. My nie potrzebowaliśmy, bo chcieliśmy pojechać jeszcze do Zwierzyńca i Roztoczańskiego Parku Narodowego. I pojechaliśmy.

Roztoczański Park wymaga zwiedzenia dogłębnego, z rowerem. Liznęliśmy go z kampera, zwiedziliśmy siedzibę i połaszczyli na meteoryty w Zagrodzie Guciów. Zagroda okazała się być w mianowniku (ten Guciów) a nie w dopełniaczu (zagroda kogo? czego? tych Guciów), ale była warta. Meteoryt można pomiziać.

Jadąc ze Zwierzyńca do Dąbrowy Górniczek, gdzie dekompletowaliśmy załogę postanowiliśmy jechać wyłącznie Bardzo Bocznymi Drogami i właśnie wtedy odkryliśmy uroki jeżdżenia z nawigacją Maps.me ustawioną na drogi rowerowe. Drogi rowerowe to w większości unijny asfalt. Polecam kliknąć w mapkę i w powiększeniu obejrzeć podstawę trójkąta.

Wracając znaleźliśmy kilka imponujących kościołów (Koprzywnica i Sulisławice), monumentalnego Jana Pawła i tablice ku czci Lecha Kaczyńskiego wyparłam , a na koniec dnia znaleźliśmy miasto, które gdyby nie miało straszliwego pecha, byłoby polskim Carcassonne. Ale miało (Wikipedia wystarczy), więc obecnie nie ma nawet praw miejskich, nadanych przez Jagiełłę na prawie magdeburskim,  i jest gminną wsią otoczoną potężnymi murami. Za murami resztki zamku i ruiny szpitala. I smutek.

Gdzieś mi majaczyły „Filary Ziemi” i było mi przykro. Udało się nam za to nocować z widokiem na wspomniane mury i renesansową synagogę. I skończył się weekend.