Plan ramowy festiwalu

Ponieważ w niedzielę był upał, to postanowiłam przeliczyć dni. Wyszło mi trzydzieści dni wyjazdowych. Pracowicie wbiłam w Google Maps plan ramowy. Udało mi się zresztą przywrócić Google Mapsy do poprzedniej wersji, która jest wprawdzie nieco bardziej toporna, ale za to bardziej funkcjonalna i zamiast 10 punktów trasy uzyskałam 24. I robi to, co robiła zawsze zanim nie została ulepszona, czyli planuje trasy. [1]

Część turystyczna wygląda tak. Wprawdzie jest możliwość osadzenia mapki na www, ale na obrazku niewiele jest, a przynajmniej na prewce się nie pokazuje. To można kliknąć.

Pierwsza część to chaotyczny zygzak przez Półwysep Apeniński. Będzie modyfikowany i uzupełniany. A jak go już zmodyfikuję i uzupełnię, to i tak jadąc zobaczę jakąś drogę, która mi się podoba albo GPS zwany Marzenką zaprowadzi nas całkiem gdzie indziej.

W tej chwili na Sycylię wychodzi 4800 km z okładem, ale to jest zawsze +/- 1500 km, więc nie przywiązuję się do tego. Udało mi się za to tak pociągnąć trasę, żeby według moich obliczeń 29 września zwiedzać Pompeje, a 30 września pomachać chusteczką na lotnisku w Neapolu mojej Ulubionej Synowej, która na 1 października musi wrócić do ojczyzny. Rafaelo, będzie nam Ciebie brakowało, już to czuję.

Druga wplanowana rzecz to muszą być rytualne prania, od których zależy ilość zabranej czystej odzieży. Mimo, że kamper to samochód niemały i dość pojemny, to zapas ubrań dla pięciu osób na trzydzieści dni wymagałby przyczepki towarowej. Alternatywą jest smród w kamperze. Jednego i drugiego chcemy uniknąć, więc co jakiś czas polujemy na kemping z pralką. To też musi być starannie przewidziane, żeby nie okazało się, że trafiamy przypadkiem na najdroższe kempingi w okolicy (tu pozdrawiam serdecznie Caravan Club UK).

Zdarzają się również falstarty. Na przykład na pierwszej stacji benzynowej w Wielkiej Brytanii, przy tankowaniu, strategicznie oblałam się cała ropą i wymagałam kompleksowego prania wszystkiego, co miałam na sobie. Pachniałam wprawdzie przy tym jak koktajl mołotowa, więc nie było najgorzej, ale przy okazji byłam łatwopalna, co przy dwóch palących osobach w rodzinie mogło się źle skończyć.

<br%20/><small><a%20href=%22https://maps.google.pl/maps?f=d&amp;source=embed&amp;saddr=Palermo&amp;daddr=Via+della+Piana%2FSP30b+to:Viale+Italia+to:E45+to:%C5%BBoliborz,+Warszawa&amp;hl=pl&amp;geocode=FWiZRQIdc-DLACmZ0E6ByegZEzGA2DsjLAQLCg%3BFQv5aQIdnkXkAA%3BFfYSoQIdSw6WAA%3BFUya8gIdB3urAA%3BFRGRHQMdcihAASlpGav468seRzG2XXPLiKIPOg&amp;aq=0&amp;oq=%C5%BBoli&amp;sll=45.176695,15.412776&amp;sspn=22.201935,53.569336&amp;mra=ls&amp;ie=UTF8&amp;t=m&amp;ll=45.176695,15.408088&amp;spn=14.426649,11.148057%22%20style=%22color:#0000FF;text-align:left%22>Wy%C5%9Bwietl%20wi%C4%99ksz%C4%85%20map%C4%99</a></small>” target=”_blank”>A potem z Sycilii już prosta droga do domu. 3100 km, po zsumowaniu koło 8000 km czyli całkiem przeciętne wakacje.

A tak naprawdę, poza myszą i klawiaturą planowanie z bliska wygląda tak:

image

I mimo najszczerszych chęci niektórych rzeczy nie umiem zrobić cyfrowo. A może nie chcę, bo pomazane kalendarze mają większy urok niż pliki wakacje2014.txt.

[1] Jestem przekupna i za kawę powiem jak to zrobić.

Umiem sobie wyczarować pogodę

Kilka krótkich wyjazdów w tym roku (majówka, Boże Ciało, weekendowe wypady), temperatura w nocy spadała do pięciu stopni. Na ostatnim wyjeździe (przypomnę — koniec czerwca) kiedy w kamperze było dziesięć stopni, poddaliśmy się i wyciągnęliśmy puchowe śpiwory, zamiast letnich, siedemset gramowych atrap śpiworów z Decathlona.

Nienawidzę upałów. Słońce uwielbiam. O ile siedzę w cieniu. Światło tak, ciepło i ultrafiolet – nie. Jak bezpośrednio na mnie świeci też nienawidzę. Zawsze chodzę w długich spodniach i bluzach z długim rękawem. I w kapeluszu w którym wyglądam jak upośledzony pastuch. W mojej niechęci do podróżowania w upał, zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że w kamperze nie mam klimatyzacji.

Temperatura 35 stopni to temperatura w której najchętniej leżę. I to wcale niekoniecznie z wyboru. A teraz, jak efekt cieplarniany podrzucił nam monsun, przemieszczam się kanałami między moim chłodnym mieszkaniem w starym budownictwie, klimatyzowanym samochodem, garażem podziemnym,a klimatyzowaną korporacją.

To nie jest pogoda dla miłośników północy. W ciągu kilku ostatnich lat wyeksploatowałam północ. Byłam w Skandynawii – odczuwalna pięć stopni, wicher, widno całą dobę. Ulubione ubranie – czapka, szalik, polar, goreteks. Byłam w północnej Francji – wieje, szalik, długie spodnie, bluza. I w Wielkiej Brytanii (Szkocja, Irlandia) – koniecznie coś od deszczu. I tyle by było łatwo dostępnej północy na kontynencie. O Murmańsku myślę czasami, ale nie mam chyba dość odwagi.

image

W tym roku postanowiłam nadrobić zaległości i pojechać na południe. Jeść melony z oliwą z oliwek, łazić po gruzach, pokłuć się o żywopłot z opuncji. Kierunek południe, Sycylia. Planowany okres urlopu – przełom września i października. Pojechałabym w listopadzie, ale jeden załogant to student i na cztery tygodnie w roku akademickim – nie bardzo. 

A patrząc na to, co dzieje się za oknem i prawdopodobnie działo się będzie w najbliższych latach wyjazdy będę planować maj-czerwiec i wrzesień październik. Amatorom skwierczenia mówię serdeczne: szerokiej drogi, a ja pozostanę w chłodnym pomieszczeniu.

image