Jak byłam młoda, to łupaliśmy tracki GPSa w tabliczkach glinianych i suszyli na słońcu

Z jeżdżeniem po Polsce nie jest tak źle, jak myślałam. Przy odrobinie wysiłku i po wykopkach na dysku z archiwami znalazłam resztę tracków z GPSa i obrys wakacji z lat 2007 i 2008, kiedy jeszcze nie kupiłam GPSa Nokii LD-3W, który pracowicie łączyłam bluetoothem z Nokią E50.

W Nokii E51 już był pełen wypas, bo dało się na nim zaistalować Sports Tracker, wersję na Symbiana (ktoś w ogóle pamięta taki system?).

Symbian służył wiernie, zapisałam na nim, (już na na Nokii E52) całe 10 tysięcy kilometrów po Norwegii. Jedną zabiłam (nokię, nie Norwegię), a druga służyła wiernie jeszcze dwa lata temu, kiedy zamieniłam ją na uczciwy, zapisujący trasy zegarek Suunto Ambit, model “Cebula większa od Twojego nadgarstka”. No, ale trzeba przyznać w nadgarstkach jestem nieco wątła.

Teraz mam limonkowy Suunto Ambit3 Vertical i nawet kot Gucio zaaprobował wybór.

siwa

Czegoś tak brudnego nie prałam od czasu jak po wakacjach musiałam uprać w wannie moje dżinsy.

Wtedy nie miałam pralki, dzisiaj musiałam w wannie sprać pierwszy brud. 

Na szczęście moja wanna przeżyła wiele, od moich pieluch począwszy na płukaniu wywołanych w piwnicy zdjęć formatu 1×1.5m skończywszy.

Wygląda na to, że lina operację prania w szarym mydle przeżyła i lekko powróciła do pierwotnego koloru. A przynajmniej przestanie brudzić ręce.

Tak, drogie dzieci, wyglądała porządna wyprawowa puchówka w głębokich latach ‘80. Tę kupiłam za jakąś śmieszną cenę, bo ktoś się pomylił przy mierzeniu i uszył kurtkę na dwumetrowego chłopa o kubaturze wiotkiego dziewczęcia. 
Jako wiotkie dziewczę stałam się posiadaczką pierwszego w Tatrach Polskich płaszcza puchowego, po tym jak moja matka skróciła mi rękawy o dwie komory. I dzięki któremu mogłam zjeżdżać na kuprze z dowolnych górek. O ile pamiętam najdłuższy zjazd był z Koziego Wierchu na taflę Wielkiego Stawu.

Teraz moja stara kurtka idzie na organy. Przyzwoity kilogram puchu zasili ultraciepły śpiwór dla @bysiek-jr​.
I wtedy wchodzę ja, cała na pomarańczowo, we współczesnej kurtce, która waży połowę i zajmuje znacznie mniej miejsca. 

image

Chyba rozwiązaliśmy problem transportu dwumetrowych nart.
Boks ma dwadzieścia lat i jest przyzwoitą szwedzką robotą. Nie działa teleskop i przecieka uszczelka. Zdjęcia nie oddają urody przedmiotu.

Pan, który mi go sprzedał na Allegrze i przywiózł do domu, trzy razy pytał, czy na pewno wiem co robię, bo to bardzo stary boks.
Uspokoiłam go, że wiem, mam bardzo stary samochód na którym go przykręcę.

Znalezienie na Allegro boksu w Warszawie, w tym rozmiarze i cenie do 250 zł zajęło mi rok. Wymagania były spore i rozrzut też, bo musiały do niego wchodzić narty i wózek inwalidzki. Dość egzotyczne zestawienie.

Rok to trwało, ale znalazłam. Zaczynam doceniać cierpliwość, która jest cnotą kogośtam. Bo na pewno nie moją.