Czegoś tak brudnego nie prałam od czasu jak po wakacjach musiałam uprać w wannie moje dżinsy.

Wtedy nie miałam pralki, dzisiaj musiałam w wannie sprać pierwszy brud. 

Na szczęście moja wanna przeżyła wiele, od moich pieluch począwszy na płukaniu wywołanych w piwnicy zdjęć formatu 1×1.5m skończywszy.

Wygląda na to, że lina operację prania w szarym mydle przeżyła i lekko powróciła do pierwotnego koloru. A przynajmniej przestanie brudzić ręce.

Tak, drogie dzieci, wyglądała porządna wyprawowa puchówka w głębokich latach ‘80. Tę kupiłam za jakąś śmieszną cenę, bo ktoś się pomylił przy mierzeniu i uszył kurtkę na dwumetrowego chłopa o kubaturze wiotkiego dziewczęcia. 
Jako wiotkie dziewczę stałam się posiadaczką pierwszego w Tatrach Polskich płaszcza puchowego, po tym jak moja matka skróciła mi rękawy o dwie komory. I dzięki któremu mogłam zjeżdżać na kuprze z dowolnych górek. O ile pamiętam najdłuższy zjazd był z Koziego Wierchu na taflę Wielkiego Stawu.

Teraz moja stara kurtka idzie na organy. Przyzwoity kilogram puchu zasili ultraciepły śpiwór dla @bysiek-jr​.
I wtedy wchodzę ja, cała na pomarańczowo, we współczesnej kurtce, która waży połowę i zajmuje znacznie mniej miejsca. 

image