Grecja dla kamperów

Grecja ma wadę – jest daleko. Ale poza tym ma same zalety. Uwzględniając oczywiście nasze specyficzne, kamperowe potrzeby: unikanie tłumów i nocowanie co noc w innym miejscu.

Nie bardzo lubimy się z upałami. Europa północna nam się skończyła, pojechaliśmy więc na południe, późną jesienią. Tym razem nie Dolina Muminków, ale Grecja w listopadzie. I to był strzał w 10, bo dojechaliśmy do miejsca, skąd mieliśmy bliżej do Libii niż do Bułgarii. Że o Wiedniu czy Warszawie nie wspomnę. Półwysep Mani zasługuje na własną opowieść, którą napiszę i podlinkuję. Tam już było trochę gorąco.

Drogi w Grecji

Objechaliśmy Grecję dookoła unikając autostrad, miast i kempingów. Poza sezonem nie jest to specjalnie trudne.

Drogi są szerokie. Po Włoszech i bliższych Bałkanach spodziewałam się wąskiej i krętej masakry. A tu zaskoczenie. Nigdzie nie utknęłam, nigdzie nie musiałam zwijać lusterek, żeby przejechać. 

Nie lubimy autostrad, nie dlatego że są płatne, ale dlatego, że mało z nich widać, nie można przy autostradzie kupić pomarańczy, a kamper Bobek poza autostradą pali do 5 litrów ropy mniej.  

Bezpłatne, umiarkowanie boczne drogi w Grecji są szerokie i wygodne. I co dla nas najważniejsze – mają mnóstwo parkingów i zatoczek. W żadnym kraju nie widziałam infrastruktury tak nastawionej na pokazanie turyście pięknych widoków.

Parkingi, wszędzie parkingi

Miejsce widokowe? Ale proszę – oto duży, wygodny parking. Z altanką i śmietnikiem. Nie są to miejsca kempingowe, ale też nigdzie nie ma zakazu zatrzymania się na jedną noc. Nie ma miejsca na parking? To wystarczy zatoczka, żebyś mógł komfortowo zrobić sobie fotkę z ładnym tłem. 

W listopadzie ściemnia się dość wcześnie, a jechanie przez piękny kraj po ciemku nie ma za dużego sensu, byliśmy Grekom za te liczne parkingi naprawdę wdzięczni. Nikt nas też nigdzie nie ścigał  i nie wyganiał. Ale tradycyjnie – przyjeżdżaliśmy wieczorem, wyjeżdżali rano, śmiecie zabierali ze sobą. Kontakty z ludnością tubylczą mieliśmy sporadyczne i życzliwe. Można nawet powiedzieć, że serdeczne.

Parkingi przy miejscach turystycznych są duże i darmowe. Praktycznie wszędzie można podjechać, sensownie zaparkować i spokojnie konsumować kulturę helleńską. Żartowałam. Konsumowaliśmy arbuzy. 

Kamperowe miejscówki w Grecji z koordynatami GPS

Czy Grecja ma wady?

Poza piekielnymi temperaturami, dla nomadycznego kampera wadą jest totalny brak miejsc serwisowania kampera. Nie mówię o darmowych, ale nie ma też płatnych. Ścieki zlewaliśmy na nielicznych czynnych kempingach, odpłatnie. Jadąc przez turystyczne miejsca widzieliśmy zjazd na jedną zlewkę, której zresztą nie mogliśmy potem znaleźć. Istnieje więc szansa, że jej nie było.

Dwadzieścia stopni to jest w Grecji lekki przymrozek. Większość kempingów jest zatem nieczynna. Bo kto by w taki mróz siedział w namiocie. Trzeba więc serwisowanie kampera planować starannie, żeby nie wylądować w świątyni Ateny z pełnym kiblem.

Kemping. Sad cytrusowy i JEDEN kamper. Widok z miejsca serwisowania Bobka

Greków podejście do przepisów

Jak to południowcy, Grecy mają podejście do przepisów drogowych raczej swobodne. Oczywiście (jak cała reszta świata, poza Polakami) respektują pierwszeństwo pieszych i ograniczenia prędkości. Swobodne mają za to podejście do oznakowania poziomego, wyprzedzania i parkowania. I dużo tolerancji dla kamperów robiących Szalonego Iwana na polnej drodze.

Programowo i ideologicznie jeżdżę przepisowo, nie miałam więc okazji się przekonać o wysokości mandatów. I nie tęskniłam za rodakami na drogach.

Ptaszek Staszek 

Wakacje kamperem w Grecji

Polecam, ale poza sezonem. W sezonie trzeba mieć klimę w samochodzie i to stacjonarną, bo za bardzo spać się nie da.

Jeśli szukacie luksusówych kempingów z basenami i atrakcjami dla dzieci (tak wygląda piekło), to pewnie znajdziecie. My nie szukaliśmy i bez trudu udało się nam tego uniknąć.

Mieszkanie na dziko – na krótką metę, dwie noce, poza sezonem (jestem nudna, wiem) – polecam. W sezonie i miejscach oblężonych – jednak odradzam.

Internet raportuje, że za parkowanie na plaży można zarobić słony mandat. Całkiem się nie dziwię, sama bym łupała mandaty, jakbym zbudowała 100 metrów od plaży parking, a ktoś mi budą wjechał w morze.

Co zrobiłam źle?

Źle zaplanowałam trasę. Dwa tygodnie na Grecję to za mało. Zabałaganiam w Albanii (będzie kiedyś podlinkowana noteczka) i nie przewidziałam, że hellenistyczne gruzy są tak rozlegle, że nawet pobieżna przebieżka po nich zajmuje kilka godzin. Że, jeśli się korzysta z tych starannie zaplanowanych miejsc widokowych i co chwilę zatrzymuje, żeby zrobić zdjęcie, to 200 km dziennie robi się sporą odległością dzienną.

Że malownicze, boczne, greckie drogi są, jak wspomniałam przyzwoite, ale kręte i pod górę, jedzie się więc wolno. Patrz 200 km dziennie.

Wrócę tam na zimę i na dłużej.

Szczegółowa trasa tutaj

wakacje Hellada
GPSies - 2018.10 wakacje Hellada