Królowa deszczu

Był w jakiejś książce człowiek, który miał pecha, bo gdzie by nie pojechał, tam padało. Okazało się, że był bogiem deszczu. W zasadzie powinnam przestać się dziwić już trzy lata temu, jak w lipcu zaczęło padać na Lazurowym Wybrzeżu.

Jest zima to musi być zimno, pani kierowniczko (sprawdzić, czy nie efekt cieplarniany). Jest połowa września, to w Polsce musi padać. Wyjechałam z deszczowej Polski do deszczowych Czech, bez większych złudzeń, z parasolem i dobrymi butami, ale z cieniem nadziei, że jednak Słoneczna Italia do czegoś zobowiązuje.

Niestety. Już na samym początku wakacji zafundowałam Florencji gradobicie. Takie uczciwe, z podtopieniami i koniecznością zamknięcia Galerii Uffizich. To oczywiście przypadek, że akurat tam byłam.

Przypadkowo też byłam w Palermo kiedy przetoczyła się przez nie ulewa, wybiły wszystkie studzienki, a woda na ulicach płynęła do połowy koła.

Na koniec w ulewnym deszczu zjechałam z promu w Genui i dobrze, że od razu pojechałam dalej, bo przypadkowo akurat nastąpiła tam powódź.

Powinnam mieć na imię Jonasz, bo przynoszę pecha.
Dzień po tym, jak zainspirowana poznańskimi osiołkami, sprofanowałam mitorajowego anioła w Agrigento, zasłaniając mu przyrodzenie dwoma listkami figowymi, pan Igor zmarł…

Dość powiedzieć, że w obu miejscach, w Genui i w Agrigento, byłam dzień wcześniej. W piątek byłam w Katowicach, a wczoraj Ewa Kopacz podpisała porozumienie z górnikami… PRZYPADEK?

Autor: siwa

Jestem ubogą staruszką zbierającą chrust, laboga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s