Lipcówka przez cztery województwa

Weekend z przyległościami, kawałek piątku i prawie cały poniedziałek. Sympatyczne 673 kilometry po mazowieckiem, łódzkiem, wielkopolskiem i kujawsko-pomorskiem. Jeden bak, jeden dzień wolny z pracy. Trochę sentymentalnie, trochę rodzinnie.

czworstyk

Łowicz

Nie wyszliśmy poza rynek i kościół, z akcentem na dom w którym dzieciństwo spędziła moja Babcia. Mój pradziadek był głównym kasjerem miasta Łowicza, czyli księgowym i miał służbowe mieszkanie w rynku. Chwilę zajęło mi ustalenie w których oknach babcia mieszkała, byłam tam z nią jako dziecko nieletnie. Okazało się, że jedno okno zamieniono na drzwi. Z tego miejsca pozdrawiamy Dziennik Łódzki.

Piątek

Geometryczny środek Polski.  No, podobno jeden ze środków Polski.
I był piątek.

Tum

Bardzo warto, jak ktoś lubi romańskie złogi i ślady po naszych pogańskich przodkach. Pierwsze moje wspomnienie, to okładka zeszytu od matematyki, z papieru makulaturowego, z rysunkiem kolegiaty w Tumie pod Łęczycą. Trochę mnie zafascynowała, więc byłam tu już w czasach podróży Maluchem po Polsce. Teraz pojechaliśmy kamperowo. Kolegiata odbudowana, ale stylowo i z zachowaniem klimatu.
W Tumie spaliśmy, a ponieważ nie lubię się ładować ludziom przed dom, to grzecznie zapytałam, jak się potem okazało lokalnego przewodnika, który nas wyposażył w lekturę na wieczór i następnego dnia oprowadził po Tumie.

Do obejrzenia koniecznie:

Ślady pazurów diabła Boruty na kościele — bardzo ładna historia, wszystkie diabły są tutaj. Jakaś Wanda nie chciała diabła, więc on postawił w jedną noc karczmę. Jak się zorientował (bystrzak), że panna testuje jego moce nadprzyrodzone, bo był za ładny, to się wkurzył i chciał karczmą rzucić. Złapał ją, ale chytra panna postawiła na czubku krzyżyk i zamieniła karczmę w kościół. No i diabeł tradycyjnie przegrał. Nigdy nie rozumiałam panien z tych legend, brałabym diabła.

Oryginalny romański portal.
Niestety podłogi całkiem nowożytne, a ja szczególnie cenię kilkusetletnie marmurowe posadzki.  

Konfesjonał dla trędowatych — trzeba się trochę wepchać między malowane przez lokalną społeczność obrazy Maryi i przydają się trzy osoby.

Osoba stojąca w miejscu A słyszy tylko to, co mówi osoba stojąca w miejscu B, a fotograf nie słyszy nic. Zobaczcie na zdjęciu. Rzecz jest w sprytnej akustyce tej wnęki.

Chrzcielnica z miedzianą pokrywą  — zafascynowała mnie. Schowana w ciemnej wnęce do której nas wpuścił Pan Przewodnik. Opisana lakonicznie. Może i chrzcielnica jest z XV wieku, ale pokrywa raczej nie.

A jest wspaniała. Pan przewodnik mówi, że to hełm Bogini Macierzy. Węszę matriarchat i go nie poprawiam, ale bardziej mi się to kojarzy z jakimiś Celtami czy innymi Wikingami. Zabytek pierwsza klasa i do tego mocnbo tajemniczy. Nie znalazłam w necie nic sensownego na ten temat.

Jeśli ktoś lubi deptać po śladach naszych pogańskich przodków, to polecam też Górę Świętej Małgorzaty. Oczywiście teraz jest tam kosciół, ale tam właśnie znaleziono hełm / pokrywę chrzcielnicy

Kulmhof — obóz zagłady w Chełmnie. Robi wstrząsające wrażenie swoją nieobecnością. Z czasów Zagłady nie zostało Nic. Las, trawa, łąka. Nie planowaliśmy wizyty, ale mamy takie założenie, że w takich miejscach nie wypada się nie zatrzymać, jeśli się koło nich przejeżdża. Nie ma tu wycieczek, nie ma tłumu. Pamiętajmy.

Licheń — jest brzydki. I to w sumie wszystko, co można na ten temat powiedzieć. Jest bardzo brzydki, acz nie aż tak jak się spodziewaliśmy. Trochę mnie rozczarował. Największe wrażenie zrobiły rzędy husarskich ławek. Jan Sobieski lubi to.

Być może błędem było zaczynanie zwiedzania narodowych sanktuariów od Kałkowa, gdzie stoi betonowy tupolew i ziggurat będący kalwarią męczeństwa narodu polskiego. Minęło kilka lat, a ja wciąż nie mogę się otrząsnąć.

Biskupin — klasyk gatunku, trochę cepelii, trochę historii. Dużo lodów i gofrów. AJS nigdy nie był, a jednak powinien. Ja byłam i nawet mam na to dowody robione Smieną 8M. Byłam też później i w sumie chyba zrobię z tego kiedyś osobny kolaż.

Po drodze przejechaliśmy przez Wylatowo, ale UFO tam skończyło się kategorycznie, a wielkopolską pszenicę od czasu do czasu składa jedynie grad.

Ciechocinek — przyjechaliśmy wieczorem i to było najlepsze, co mogłam zrobić. W dzień to ciche, senne i spokojne uzdrowisko, w nocy — szał dansingów i stare szlagiery na pełen regulator. Szacunek — chciałabym być w takiej formie na emeryturze.
Wizyta inspirowana przez AZS Ciechocinek, czyli mało sportową część naszej sekcji wspinaczkowej. Zakupiłam wodę mineralną Krystynka, która okazała się słona.

Kępa Polska — na Wiśle przybyło tego dnia trzy, a w Kępie Polskie przybyły dwie osoby i jeden kamper.  Szlakiem wodowskazów z komunikatu IMiGW. Kępa Polska zaciszna i, w osobie osób, które pytałam o drogę, zdziwiona naszym zainteresowaniem.

Był jeszcze prom czynny, dwa zamki, w tym jeden mocno niekompletny, zapora i prom nieczynny.

Nie masz czasu jechać daleko? Jedź blisko. Na pewno coś znajdziesz.
Trasa do obejrzenia z bliska na GPSies.

GPSies - 2017.07 lipcówka

Wodowskaz we Włodawie

Padało. Nie, nie padało. Lało. Prało żabami. Ryby unosiły się w powietrzu [1]. Żeby tradycji stało się za dość, bo rok temu w Zawichoście też lało, pojechaliśmy pod kolejny wodowskaz. Na Bugu we Włodawie niewątpliwie przybyło.

Wodowskaz jest ciekawy, kolejne poziomy ma nakręcone na schodkach. Poziom alarmowy oznaczony na czerwono, a poziom najwyższy dokręcony do budki na skarpie.

Niestety nie udało się koło wodowskazu zanocować, bo musielibyśmy zaparkować na tą tablicą i wymownym słupkiem.

Niby rozumiem, że granica z Białorusią przebiega głównym nurtem Bugu, ale okoliczności były takie, że główny nurt mógł się nieoczekiwanie przemieścić. A poza tym nie mam zaufania do rzek.

Starsznie słabego nagrania komunikatu meteorologicznego o stanie głównych rzek Polski można posłuchać na stronie Polskiego Radia. Jest pod koniec. Przy okazji słychać, jak w latach ’80 brzmiało radio…

Niestety nie ma informacji, jak tam ziemny zaazotowany…

[1] specjalna nagroda, dla osoby która pamięta w której książce dla dzieci była taka wilgoć, że ryby fruwały w powietrzy koło latarni.

 

W Zawichoście 19, przybyło 1

 

Komunikat o stanie wód głównych rzek Polski, emitowany w południe w Jedynce traktowałam w dzieciństwie jak grę hazardową. Zgadywałam, czy układa się on w strefie średniej wód wysokich, czy też może średniej?

Niepokoiłam się, czy na Bugu we Włodawie przybyło czy też ubyło. Co tam w Raciborzu-Miedonii. Bliska była mi Kępa Polska i tama we Włocławku. I najważniejsze, czy w Zawichoście przybyło JEDEN. Jakoś szczególnie fascynował mnie ten Zawichost, zapewne dlatego, że poza wodomiarem wiele tam nie ma. Miałam wolny weekend, kampera i silne postanowienie, że na własne oczy zobaczę czy przybyło jeden.

Nocowałam nad samą Wisłą, kilkadziesiąt metrów od wodomiaru. Wodomiarów jest kilka. Pięć klasycznych linijek, z czego ta, która wskazuje maksymalnie 91 stoi całkiem daleko od brzegu rzeki.

Nieco dalej na północ są dwa wodomiary zabytkowe – jeden z międzywojnia (ta spiczasta kapliczka) i stojący na terenie prywatnym carski obelisk. Do obelisku podejść nie można, pilnuje go skrzyżowanie bernardyna z jamnikiem.

image
Zdjęcia nie oddają urody przedmiotu

Całość jak byliśmy zamknięta na kołek i w trakcie remontu, ale internet donosi, że właściciel nieżyczliwy miłośnikom stanu wody w Zawichoście. Do kapliczki można wejść, acz doradzam ostrożność, bo jest tam gniazdo szerszeni, dziura w podłodze i nic więcej.

image

Operatorzy wodomiarów są poważnymi osobami, znanymi z imienia i nazwiska. Obecnie jest to pani Monika Kosiak. Podobno brzydkie bambuły znajdujące się na jednej z działek nad Wisłą to nowoczesne wodomiary satelitarne, ale na oko wyglądają jak domowe szambo i wolę wierzyć, że codziennie pani Monika stan wody Wisły sprawdza i do IMGW wysyła.

Całość spełniła moje oczekiwania, a ponieważ przez całą noc lało, spokojnie można przyjąć, że w Zawichoście przybyło jeden.
Niestety nie sprawdziły się proroctwa mojego kolegi Pawła S., który wieszczył, że jeśli odwiedzę Zawichost, to ubędzie tam wodomiar. Wodomiary są wszystkie, a całość ostrożnie polecam eksploratorom miejsc dziwnych.