Warszawa – Bałtów

Przy okazji zlotu zwiedziliśmy Jura Park w Bałtowie. Oględnie rzecz ujmując rozrywka dla dzieci młodszych niż dwudziestoletnie, acz student geologii zapewniał profesjonalną obsługę wycieczki. Wiem wszystko o Echinoidea i ich peryproktach i madreporytach. Jest też minizoo. Z lamami.

Wracając obejrzeliśmy też kopalnię krzemienia pasiastego w Krzemionkach Opatowskich, która okazała się zaskakująco bogatym muzeum geologiczno-archeologicznym. Całość to nowy budynek muzeum, trasa turystyczna i prawie 500 metrów pod ziemią w neolitycznym wyrobisku, dzięki unijnym funduszom estetycznie opakowane i nastawione frontem do klienta. A w muzeum są krzemienne groty strzał, rzymskie włócznie z okresu rzymskiego i dużo ceramiki. 

Tu dygresja: jadąc przez Polskę prowincjonalną bardzo widać ile zawdzięczamy Unii i jak sensownie mogą być zagospodarowane fundusze. Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy to nowiuteńkie, czyściusieńkie toalety. Już to nastraja mnie euroentuzjastycznie. A Krzemionki, to drugie po Grotach Nagórzyckich, ciekawe miejsce, które bez unijnego zastrzyku kasy byłoby smętną dziurą w ziemi. Well done, Unio.
Niech będzie, że mam słabość do podziemnych tras turystycznych i estetycznych kibelków.

Nieco gorzej pod względem estetyki przedstawia się Świętokrzyska Kalwaria Narodu Polskiego (czy jakoś podobnie) w Kałkowie-Godowie, powiat starachowicki. Nie będę się siliła na opis tego miejsca, bo w niezrównany sposób zrobił to już kolega Bart, ale miejsce jest tak niezwykle brzydkie, że nawet ja, z moim zamiłowaniem do turpicznego, ludycznego katolicyzmu uciekłam stamtąd w popłochu płacąc za parking co łaska. Tak, na zdjęciu jest betonowy Tupolew z wizerunkiem pary prezydenckiej.

Całość 401 km. Trak nudny i taki jak nie lubię, liniowy.

Zloty mnie trochę przerażają. Dużo ludzi, których częściowo znam z nicków na forum, którzy nie raz mi pomogli i nie raz doradzili, ale spotykać się z nimi twarzą w twarz jest trochę trudno. Przełamałam się i poturlałam na zlot forum Camperteam do Bałtowa.

Ponieważ mój bosman AJS, nie dał rady pojechać, a Bysiek profilaktycznie strzelił foszka, zaokrętowaliśmy byśkowego przyjaciela Bartka. AJS szydzi ze mnie telefonicznie, że wprawdzie straciłam bosmana, ale zyskałam dwa majtki. Ciężka jest dola kapitana, przyznam.

Na placu w Bałtowie stoi 120 kamperów. Wygląda to imponująco, a braci bliźniaków dzielnego kampera Bobka naliczyłam w jednym miejscu sześciu. Poza tym stoją tu także samobieżne hotele Hilton, ale bobków jest zdumiewająco dużo.

W promieniu stu metrów znajdują się specjaliści od wszystkiego, uruchamiam więc wszystkie możliwe instalacje, bo to jest doskonały moment, żeby coś się zepsuło, Używam kuchni, lodówki, uruchomiłam ciepłą wodę, korzystam z toalety na pokładzie.

Oczywiście wszystko działa. Chciało by się powiedzieć – jak nigdy.