Zatrzymujesz kampera w piekielnie ulewnym deszczu, trochę na przypale, bo boisz się zjechać na bok, że utkniesz w rwącym błocie. Droga delikatnie mówiąc bardzo boczna i szutrowa i akurat płynie nią rzeka. Wtem przyjeżdża policja na bombach. W górę. Uff.

Za chwilę wraca i dalej na sygnale zatrzymuje się koło nas. Już nie uff.

Do kampera wchodzi ociekający deszczem starszy sierżant i zadaje kłopotliwe pytania po rumuńsku, patrząc z dużym zainteresowaniem na nasze sześć metrów kwadratowych. Pokazujemy mu patelnię z duszącą się papryką. Pan sierżant z pełnym zrozumieniem, przez krótkofalę, mówi uspokajająco, że masa coś tam. Akurat wiem, że „dupa masa” to „po obiedzie”. Gdyż jedyne zdanie jakie jeszcze tydzień temu znaliśmy brzmi „dupa masa cinqi lei pierdata” i znaczy: po obiedzie zgubiłem pięć lei.

Pokazujemy mu przewodnik wspinaczkowy, który pełni u nas rolę kamienia z Rossetty. Policjant się ożywia, wchodzi, leje wodą z płaszcza, żąda mapy, zasiada i z werwą zaczyna opowiadać nam o najlepszych szlakach w okolicy. Po rumuńsku. Ponad godzinę. Myśleliśmy, że nie da się tyle czasu machać rękami.

Wiemy już, jak jest schronisko, szczyt, przełęcz. Wiemy gdzie zostawić samochód, gdzie jeden cabanier zajmuje się dwoma cabanami. I gdzie jest dobra czesta.

Nagrałam cześć rozmowy, bo naprawdę było warto. I jak na nieszczęście nie działał nam oczywiście internet, więc nie dało się nawet techniką posłużyć, a wyglądaliśmy chyba bardzo głupio, bo rumuński sierżant mówił do nas bardzo głośno, drukowanymi literami. Po rumuńsku oczywiście.

Po godzinie nas pożegnał, uścisnął prawice, powiedział, że nazywa się Lucian i czy na pewno nie mamy problemu, bo tam wyżej samochód utknął w wodzie i blokuje drogę.
Więc jak nie mamy problemu, to życzy nam dobrej nocy.

Nasze kompetencje komunikacyjne w zakresie rozumienia języka rumuńskiego wzrosły. A pan sierżant aż się spocił z wysiłku usiłując się z nami porozumieć. Jeśli spotkamy więcej życzliwych policjantów, to za trzy dni będziemy mówili po rumuńsku.

Fragmentu rozmowy można posłuchać tutaj:

Zdjęcia zrobiliśmy już o poranku. Ślady po płynącej rzece jeszcze widać.

Autor: siwa

Jestem ubogą staruszką zbierającą chrust, laboga

1 thought on “”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s