Wspinaj się, żeby mieć z tego frajdę

Wspinaczka to przede wszystkim droga w głąb siebie, a większość przejścia drogi, to nie tylko siła mięśni, ale przede wszystkim siła woli. Brzmię jak smętny filozof? Każdy dobry wspinacz jest trochę mistykiem, a ja mam ambicje być dobrym wspinaczem!

Zaczynając swoją podróż do „mitycznego 8a”, fajnie poznać każdy rodzaj wspinaczki, bo zupełnie czym innym jest buldering, a czym innym wspinanie z liną. Raczej nie ma jednej uniwersalnej metody która spowoduje że będziesz mistrzem wszystkiego. Chyba, że olimpijskim, ale o tym kiedy indziej.

Ja na przykład nie cierpię bulderów i niejeden kryzys miałem przez to że mój trening bardzo długo opierał się głownie na nich, a ktoś mi wmówił że robienie baldów przełoży się na wspinanie z liną i tak trzeba. A nie trzeba.

Haczenie piętą
Haczenie piętą

Jedyne, we wspinaniu co musisz — to się dobrze bawić. To wystarczy, a „cyfra” będzie rosła niejako przy okazji. Wyćwiczysz różne rodzaje ruchów, zaczniesz rozumieć o co chodzi z optymalnym ustawieniem, i w ten sposób, doskonaląc się samemu, dożeglujesz do, mniej więcej, 6b, a może nawet trochę dalej. Nasze wspinanie to zawsze, mniej lub bardziej, trening. Jeśli chcesz wyjść poza to 6b, potrzebujesz trenera. Doświadczony trener ułatwia trening, bo wie co powinniśmy robić żeby nam szybciej „rosło”. Idealnie jest mieć plan treningowy dopasowany pod nasze własne cele i potrzeby, uwzględniający nasze mocne strony i słabości.

Warto poszukać trenera który wspina się tak jak my lubimy. Jeśli celujesz w buldery, nie idź na zajęcia do ludzi, których najlepsze przejścia to przejścia górskie! I co równie ważne nie ma sensu szkolić się u osoby z którą się źle dogadujemy. Dotyczy to zarówno kursów, jak i regularnych zajęć. Środowisko wspinaczkowe jest o tyle specyficzne, że szkoli kursantów, nie tylko jako klientów, ale też jako potencjalnych partnerów. Przynajmniej tak głosi motto w jednej z taternickich baz, bardzo bym chciał w to wierzyć. Bo dobry partner we wspinaniu to podstawa.

Jurak Krakowsko-Częstochowska, Mirów
Jurak Krakowsko-Częstochowska, Mirów

Warto założyć sobie jakiś plan rozwoju, nawet bardzo ogólnikowy, typu „chcę się dużo wspinać w skałkach na Jurze”, „chce się wspinać w Alpach” albo
„będę się tylko wspinać na sztucznej ściance”, bo każdy z tych celów będzie wymagał innego przygotowania, przykładowo w granitowych Tatrach nie spotkamy typowych dla Jury dziurek.

Wielu ludzi, w tym i ja, powie, że esencją wspinania jest wspinanie w naturze, nie na „paździerzu”, a co gorliwsi (w tym i ja ;) że liczą się tylko góry, a sztuczna ścianka to tylko sposób na ćwiczenie „buły”, bo nawet najbardziej finezyjne ruchy na panelu rzadko mają coś wspólnego z tymi w naturze.

Ale kim oni wszyscy są żeby Ci mówić jak masz żyć? Wspinaj się tak, żeby mieć z tego frajdę.

Szukając instruktora zawsze warto popytać znajomych, kogo polecają i dlaczego, no i oczywiście szczerze pogadać z ludźmi do których się chce zapisać. Wspinaczka to przede wszystkim droga w głąb siebie, a większość przejścia drogi, to nie tylko siła mięśni, ale przede wszystkim siła woli. Brzmię jak smętny filozof? Każdy dobry wspinacz jest trochę mistykiem, a ja mam ambicje być dobrym wspinaczem!

Jakie są korzyści ze wspinania?

Oczywiście kształtowanie ciała i ducha, oczywiście bycie częścią super środowiska. Ale przecież góry wysokie to jedne z ostatnich ostoi prawdziwej dzikiej przyrody. Miejsc, gdzie jesteśmy sam na sam z naturą, przestrzenią i… samym sobą. Dlatego wspinaczka, to jedna z tych aktywności, które nie tylko są przyjemne, ale dają nam możliwość poznawania, nawet odkrywania zupełnie nowych miejsc. Również w sobie.

Wielowyciągówka Tatry
Wielowyciągówka Tatry fot. Anka Gula

Jak tylko mogę, to wspinam się w górach albo skałach, ale w codziennej rzeczywistości głównie trenuję na warszawskim Makaku, czasem sam, czasem na zajęciach zorganizowanych, zawsze z zamysłem żeby ćwiczyć do letniego sezonu w „naturze”. Mam to z tyłu głowy gdy planuję sobie zadania na treningu. Zwykle przedkładam wytrzymałość nad czystą siłę, dlatego nie mam parcia na takie wyczyny jak podciąganie się na jednej ręce. Co mi po tym że się to zrobię raz, na tysiąc metrowej drodze? Uważam że praktyczniejsze jest zbudowanie „zapasu” żeby mieć czas się zastanowić w krytycznym, trudnym momencie i zaplanować dalszą część drogi.

Jak wspomniałem, nie lubię bulderów, robię je raz na ruski rok, głównie żeby się pobawić albo na rozgrzewkę. Lubię drogi mocno przewieszone, po bardzo dobrych chwytach, wymagające specyficznych technik, np. podhaczania palców czy pięt, jednak najbardziej „moją” formacją są pionowe (lub bardzo lekko przewieszone) płyty, zwłaszcza drogi po małych krawądkach lub dziurkach, wymagające balansu i delikatności w ruchach.

Ambitnie wspinam się od czterech lat, aktualnie na poziomie około 7b.

Rejon Vajont
Żabi Koń, Dolina Kobylańska

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s