Jeszcze tydzień

Jestem zdumiewająco przygotowana. Mam olej do dolewek. Mam nawet zapasowe żarówki i komplet bezpieczników. Jestem wstrząśnięta swoją przezornością.

To znaczy tylko, że olej mi się nie skończy, a żarówki nie przepalą. Te dwa rodzaje. Na pewno za to skończy się coś innego, a przepalą żarówki, których nie mam i bezpieczniki, których nie ma w komplecie.

Jestem wszak nieodrodną córką Murphy’ego.

Wielkanoc. Stubai. Kamper…

Wymyśliłam. 1323 km w dwa dni. Sześć dni na lodowcu i z powrotem. 1323. Mieszkamy w kamperze pod lodowcem. Pierwszego dnia przejeżdżamy 900 km. Mój życiowy rekord to, o ile dobrze pamiętam, 820 km. I nie jest to trywialne, jeśli się jedzie dwudziestoletnim kamperem.
Masz zmiennika mówi syn. A ja wiem, że jadąc jako pasażer męczę się znacznie bardziej niż prowadząc. Lotniczych foteli pewnie nie zdążę założyć.
Pogoda rozpieszcza, w nocy w Warszawie 10 stopni. Na Stubaiu wczoraj było -3, śnieg jest. Kamper w warunkach “w nocy zero” przetestowany i wstępnie zaizolowany.
Reisefieber czas zacząć. #lubięto, co by nie mówić.