Roztocze w weekend+

Schowek01

Weekend plus, to znaczy, że w piątek dało się wyjechać albo w poniedziałek wrócić. Weekend 2+ znaczy, że wyjechaliśmy w czwartek a wrócili w poniedziałek. To jest zwykły weekend+.

Nocowaliśmy przy promie Janowiec-Kazimierz. Przeprawy promowe są doskonałym miejscem noclegowym, bo widok ładny, parking duży, dojazd dobry, a nocą pusto. Zazwyczaj jest napisz, że parking jest przeznaczony wyłącznie dla oczekujących na przeprawę promową, ale przecież oczekujemy na poranny prom. Z Janowca drogami niespecjalnie głównymi pojechaliśmy do Zamościa.

W Zamościu zaśpiewaliśmy. AJS powolił nawet utwór puścić na subwoofer w kamperze.

W Zamościu w centrum miasta jest ogromny, bardzo przyjazny parking, który polecam, jak ktoś potrzebuje noclegu w mieście. My nie potrzebowaliśmy, bo chcieliśmy pojechać jeszcze do Zwierzyńca i Roztoczańskiego Parku Narodowego. I pojechaliśmy.

Roztoczański Park wymaga zwiedzenia dogłębnego, z rowerem. Liznęliśmy go z kampera, zwiedziliśmy siedzibę i połaszczyli na meteoryty w Zagrodzie Guciów. Zagroda okazała się być w mianowniku (ten Guciów) a nie w dopełniaczu (zagroda kogo? czego? tych Guciów), ale była warta. Meteoryt można pomiziać.

Jadąc ze Zwierzyńca do Dąbrowy Górniczek, gdzie dekompletowaliśmy załogę postanowiliśmy jechać wyłącznie Bardzo Bocznymi Drogami i właśnie wtedy odkryliśmy uroki jeżdżenia z nawigacją Maps.me ustawioną na drogi rowerowe. Drogi rowerowe to w większości unijny asfalt. Polecam kliknąć w mapkę i w powiększeniu obejrzeć podstawę trójkąta.

Wracając znaleźliśmy kilka imponujących kościołów (Koprzywnica i Sulisławice), monumentalnego Jana Pawła i tablice ku czci Lecha Kaczyńskiego wyparłam , a na koniec dnia znaleźliśmy miasto, które gdyby nie miało straszliwego pecha, byłoby polskim Carcassonne. Ale miało (Wikipedia wystarczy), więc obecnie nie ma nawet praw miejskich, nadanych przez Jagiełłę na prawie magdeburskim,  i jest gminną wsią otoczoną potężnymi murami. Za murami resztki zamku i ruiny szpitala. I smutek.

Gdzieś mi majaczyły „Filary Ziemi” i było mi przykro. Udało się nam za to nocować z widokiem na wspomniane mury i renesansową synagogę. I skończył się weekend.

Mazowsze rzekami płynące

Nie trzeba mieć tygodnia urlopu, wystarczy bak ropy.
Dwa dni 388 km, kilka rzek.

Klik, żeby zobaczyć mapkę
Klik, żeby zobaczyć mapkę z bliska
20180616_074238
Liwiec w Liwiu
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Narew w Rogóźnie
20180617_202138_HDR
Wkra w Pomiechówku
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Bugonarew przy ujściu do Wisły w Modlinie

I jeszcze chwila refleksji, bo można całe życie mieszkać w Warszawie i nie widzieć jak blisko jest do Treblinki.

Bo są takie miejsca, koło których nie umiem przejechać, w których zostało 800 tysięcy moich sąsiadów, których nie miałam okazji poznać… Nie wypada tych miejsc mijać obojętnie, zwłaszcza, że w weekend byliśmy tylko my i starsze małżeństwo.

To tylko 100 km od Warszawy, koło Małkinii. Bilet do muzeum kosztuje 6 zł, a skromną wystawę otwierają jak ktoś przyjeżdża na parking.
Jedźcie położyć kamyk.

 

Między Rządzą a Wólką Pieczącą

Gdzieś na karku siedzi mi chłodne i nieprzyjemne wrażenie, że śmianie się z nazw miejscowości na Mazowszu jest tak samo eleganckie, jak śmianie się z nazwisk.

Na mapie zobaczyłam, że Rządza nad rzeką Rządzą graniczy z Wólką Pieczącą. Nie mogłam tego tak zostawić. Nie blefowałam, że tam pojadę.

Veni, vidi, risi.

Przybyłem, zobaczyłem, zarżałem powiedziałby Juliusz C. gdyby był mną. Otóż do Rządzy droga jest kręta. W Rządzy znajduje się punkt kopulacyjny. Zawracałam, bo myślałam, że mnie oko zawodzi. A tam gdzie kończy się Rządza zaczyna się Wólka Piecząca.

Serio, nie zmyśliłam tej historii, chociaż zawracałam parę kilometrów, żeby zrobić zdjęcie, bo przecież zabawne historie, się same nie napiszą.

Zapraszamy na Mazowsze.