Ciężki dzień kampera Bobka [długie]

Wjechałam na niepotrzebne podwórko, które okazało sie wąskie i z góry. Jak się zorientowałam, było za późno. Spróbowałam zrobić manewr wykorzystujący sprzęgło, gaz i ręczny, i coś intensywnie zasmierdzialo. Sądzę, że sprzęgło, gaz albo ręczny.

Poddalam się, zjechalam bydlakiem na mikroskopijne podworeczko, zawróciłam na siedemnaście razy i dwóch gestykulujacych pomocników. Wyjechalam. Przodem na jedynce, po wyrzuceniu wszystkich z pokładu. Byłam ze dwieście kilo do przodu, a może nawet dwieście pięćdziesiąt.
Bobek przestał śmierdziec.

Dzisiaj postanowiłam dać dziecku poćwiczyć. Droga czerwona, główna, jedź synu, powiedziałam. Zmilczalam przestrogi i usiadłam na siedzeniu pasażera.
Czerwona droga okazała się przejazdem przez Apeniny. Okazało się, ze nie ma się gdzie zatrzymać. Okazało się, ze na kursie nie uczą hamowania silnikiem trzech i pół tony. Okazało się, że nie umiem na sucho powiedzieć jak zjeżdżać, żeby nie hamować i nie przyspieszać. Zasmierdzialo. Bardzo zasmierdzialo. Studzac koła na poboczu wypiliśmy kawę i pokontemplowalismy krajobraz. Wystyglo. Pojechaliśmy. Hamulce mam. Moje biedne serce też mam.

Kazalam usiąść i patrzeć, i uczyć się metodą poglądową tego, czego nie umiałam wytłumaczyć. Uczcie się dzieci trudnej sztuki hamowania silnikiem od starszych.

O tym, że w tych Apeninach dwie osoby opily się Borygo, a wody w chłodnicy może być za dużo, nawet nie wspominam, bo nie warto.
Nagrodę specjalną Złotej Chłodnicy otrzymuje trzecia osoba, która odebrała opitym Borygo chłopakom szlauch, mówiąc “dajcie mi to, mam doświadczenie w akwarystyce “.

A podziękowania specjalne należą się Evvie D. — dziewczyno, nie wiem, co my byśmy zrobili bez instrukcji obsługi Fiata Ducato.