Księżniczki przygody z elektrycznością

Nauczona przykrym doświadczeniem, że prąd zawsze kończy się, kiedy jest najbardziej potrzebny kupiłam Power Bank.

Taki z tych większych, Omega OMPB10 10000 mAh, mam duże kieszenie. A tu można pooglądać inne.

Chwilowo, mimo używania do ładowania telefonu (wyjście 1A) nie udało mi się go jeszcze rozładować. Podłączyłam iPada (2,1 A), może poradzi sobie z nim niezawodna technologia Apple (tak, czuć sarkazm; tak, nie lubię).

W ramach zabezpieczenia zasilania, bo jakoś czuję się niekomfortowo odcięta od prądu, bo to ani map sprawdzić, ani w internetsach o lokalnych atrakcjach poczytać, ani blogaska popisać, a i o czekowaniu mowy nie ma.
Power bank to konieczność. Zaczęłam też rozważać ładowarkę na baterie słoneczne, ale po dość długich przemyśleniach przypomniało mi się, że przecież jeżdżę ładowarką z baterią słoneczną na dachu. Pan Krzysztof mówi, że nawet działającą.

To się puknęłam w czoło i już nie szukam.