Rok temu kupiłam trekingowe Salewy. Kupiłam je tylko dlatego, że mi się podobały. Wyglądały jak trochę solidniejsze buty wspinaczkowe, a na czubie mają pasek innej gumy z napisem climbing zone. Zmełłam w ustach przekleństwo, że climbing, to i owszem, dwadzieścia lat temu. Ale mam prawo raz na czas kupić sobie piątą parę butów, tylko dlatego, że ładne. Bo, to ładne, co się komu podoba.

Wydawało mi się, że climbing zone, to w najlepszym przypadku zetrę na grani Krupówek, a i samochód się w nich całkiem wygodnie prowadzi. A tu niespodzianka. W tym roku okazało się, że całkiem sprytnie kupiłam sobie najprzydatniejsze obuwie w sezonie. Pędzana po górkach i góreczkach. Wyganiana rowerem w gęste krze w których zdecydowanie nie było ścieżki, wpychająca rower szlakami turystycznymi pieszymi doceniłam przyzwoity wynalazek pana Vitale Bramaniego.

Zdjęcia zrobione w Skałach Adrszpasko-Cieplickich, na Szczelińcu i na tamie Goeringa w Dolinie Baryczy.