2012 — Wyspy

Chwilę po powrocie pisałam tak:

Witam, wróciłam z objazdu Wysp i od razu, prawie na gorąco kilka uwag, może się komuś przyda.

Moje refleksje po:
– ani w UK a ni w Irlandii nie widziałam ani jednego punktu serwisu kampera. Czasami udawało się zlać na kampingu, bez nocowania, ale liczyli za to od 2 do 10 GBP.

UK:
– bilet na prom z Dunkierki (Calais) można kupić już od 47€ (trzeba z wyprzedzeniem) najtaniej jest w DFDS
– w UK nie ma miejsc stricte kamperowych, takich jakie widziałam we Francji (wrzucasz 3-12€ i nocujesz, czasami nawet z możliwością podpięcia prądu)
– kampingi trzeba trafić, są takie za 17 GBP, przyzwoite, ale są też takie za 40 GBP.
– miejsca noclegowe z Camperparku, które mam przerobione na Automapę i kocham miłością czystą pierwszą i mało używaną, z których korzystałam w wielu krajach europejskich i chwalę) są w większości tymi tańszymi campingami. Zdarzają się bezpłatne parkingi, ale często też miejsca, które już nie istnieją.
– jak morowej zarazy należy unikać campingów oznaczonych znaczkiem Caravan Club. Nocleg 4 sztuki + kamper — prawie 40 GBP. Nie ma możliwości wykupienia na campingu karty członka klubu z którą jest 10 GBP taniej. Warto wziąć mapę z ich campingami, żeby wiedzieć, co omijać. Zlać ścieków bez nocowania nie pozwalają nawet za opłatą. Co ciekawe nie przychodzi im do głowy, co się z takimi ściekami może stać, jeśli ich nie ma gdzie wylać legalnie (w końcu gdzieś znalazłam, ale byłam już mocno zdesperowana).
– miejsca przy autostradach i motorwayach nie nadają się do mieszkania, acz po wizycie w Irlandii miałam ochotę całować ziemię na jakimkolwiek parkingu
– na wielu parkingach, które nie są płytkimi zatoczkami i potencjalnie się nadają stoi napis No overnight parking
– przyjemne miejsca trafiają się na północnym wybrzeżu, bez wysiłku znajduje się takie bez overnighta, a już fantastycznie jest na zachodzie, na Hebrydach Wewnętrznych, np. na wyspie Skye – przyzwoicie jest też w Irlandii Północnej

Irlandia:
To jest miejsce, które mnie zaskoczyło. Kraj w którym widziałam jeden (słownie jeden) parking przy głównej drodze. Ich tam po prostu nie ma. Ja rozumiem, wyspa niewielka, z pewnym wysiłkiem da się na jednym pęcherzu przejechać z jednego końca na drugi, ale mimo wszystko, odważni są. Irlandczycy stają na poboczach, ale mnie tym pudłem było jakoś głupio.
– oficjalnych miejsc na kampery nie ma WCALE
– na większości (w tym na parkingach przy atrakcjach turystycznych!) jest belka na wysokości 2m — podobno to ich obrona przed tzw. “travelersami”, czyli lokalsami prowadzącymi koczowniczy tryb życia
– na większości parkingów i miejsc gdzie by się dało wstawić kampera jest napis no overnight parking z powodów j.w.
– miejsc do zaparkowania szukaliśmy na stacjach benzynowych i na parkingach koło cmentarzy i kościołów
– jedyny rejon, gdzie parkingi są takie jak lubimy to Ring of Kerry (znowu zachodnie wybrzeże)
– wszystkie punkty z Camperparku są campingami (nawet mnie to nie zaskoczyło)
– za prom UK-Irlandia Północna i Irlandia-Walia trzeba zapłacić ok 300 GBP

Podsumowując — obie wyspy kamperom nieżyczliwe, przy czym Irlandia bardzo nieżyczliwa.

Nie miałam najmniejszych problemów z przestawieniem się na ruch lewostronny, acz pierwsze sto kilometrów i dwadzieścia rond zgodnych z ruchem wskazówek zegara to był zdrowy zastrzyk adrenaliny.
Lewostronny ruch nie jest straszny, po tych 100 km nawet mi się podobał, a po powrocie, w Niemczech pojechałam pod prąd, bo człowiek się przyzwyczaja. Szkoda, że nie mają naklejek na kampera “continental driver”, a raczej, jak stwierdziłam po pierwszym dniu “fucking brave continental driver”…

Ominęliśmy większość miast, bo nastawiliśmy się raczej na przyrodę, klify i wrzosowiska. Co się udało.

Tutaj nasze noclegi.
Tutaj zdjęcia.

Całość 4 tygodnie, 9033 km + promy.

Wakacje dla niezależnych, czyli ABC podróżowania kamperem

Próbowałam popularyzować.

Wakacje dla niezależnych, czyli ABC podróżowania kamperem

2011 — Francja

O Francji napisałam mało.
To była wyrypa wyjątkowa pod względem składu załogi, ponieważ jechała z nami koleżanka Byśka. Było nas więc piątka, a nie czwórka jak zawsze.
Kamper jest zarejestrowany na sześć osób, ale na Ozyrysa, naprawdę nie wiem gdzie tę szóstą położyć spać. To znaczy teoretycznie wiem, ale praktycznie sobie tego nie wyobrażam. Chyba, że szósta osoba jest dzieckiem, hobbitem albo homo floresiensis. Ale w piątkę było w miarę komfortowo i dość zabawnie. Przynajmniej dla nas, jak dla gościa — nie wiem.

Trasa prowadziła po wielkich fortyfikacjach pierwszej i drugiej wojny światowej. Oraz gotyckich katedrach, zamkach, górach i klifach. No klify musiały być. A ocean nocą mruczy jak duży kotek. Bardzo duży kotek.

Francja pod względem kamperów przyjazna. Sporo bardzo tanich miejsc biwakowych, niekoniecznie będących wypasionymi kempingami. Gdzie bardzo tanie to 3-5 €. Parking pod Mt Saint Michelle, który jest na zdjęciu kosztował nas całe 12 € za pięć osób i był drogi. Wodę jest gdzie nabrać, toaletę opróżnić i bez wysiłku zaparkować. Pralnie publiczne są w większych miejscowościach. Jedzenie jest dobre i tanie, melony i oliwę sprzedają przy drogach, rue nationale są darmowe.

W Bretanii i Normandii wieje jak lubię, a temperatura odczuwalna oscyluje w okolicach 20 stopni, w sam raz na moje wampirze upodobania. Wracając zahaczyliśmy o Lazurowe Wybrzeże, gdzie już było więcej niż 20 stopni, co mnie dobitnie przekonało, że nie nadaję się do zwiedzania południa Europy w miesiącach letnich. W październiku w Rzymie było wspaniale.

Z Francji przywieźliśmy mojej matce boreliozę. Przynajmniej porządna, francuska była.

Całość 3,5 tygodnia, 7874 km.
Noclegi tutaj.
Dokumentacja fotograficzna tutaj.